7 GRZECHÓW COACHA

Coaching | 27-10-2014

– Na czym polega ten coaching?

– Rozmawiasz z coachem, on zaleca Ci pozytywne afirmacje, sprawia, że zaczynasz wierzyć w siebie i wtedy Twoje całe życie się zmienia!

 

Świadomość coachingu w Polsce rośnie. Coraz więcej ludzi dowiaduje się, że istnieje taka usługa i że dzięki niej mogą się skutecznie rozwijać.

 

Niestety wzrost popularności coachingu nie przekłada się na wzrost jakości. Wręcz przeciwnie.

 

Moda na coaching sprawiła, że szkoły powyrastały jak grzyby po deszczu. Coachów się porobiło jak mrówków. Osoby bez uprzedniego doświadczenia w tego typu pracy z ludźmi zaczynają ni stąd, ni zowąd coachować.
I popełniają przy tym masę błędów.

 

Jeśli chcesz być profesjonalistą w tym fachu, to warto, żebyś zaczął zauważać pewne rzeczy i dbał o jakość swojej pracy. Po co Ci to? Przynajmniej z trzech powodów:

– popełniając opisane niżej grzechy będziesz mało efektywny, więc klienci przestaną do Ciebie przychodzić,

– nie pomożesz drugiemu człowiekowi, a możesz mu nawet zaszkodzić (cały czas żywię jednak nadzieję, że większość osób zajmuje się coachingiem, żeby pomagać w rozwoju, a nie nachapać się albo napawać tym, że wpływają na kogoś),

– (tzw. bigger picture) zniechęcisz ludzi do coachingu, a oni poniosą wieść dalej i coraz więcej osób będzie się zrażało – rynek się skurczy.

 

Żeby tego uniknąć, wystrzegaj się kilku podstawowych grzechów jakie możesz popełnić w roli coacha.

Jakie to grzechy?

Wrota piekielne oczekujące na grzesznych coachów. Stefan Krasowski, CC BY 2.0, Derweze – „Brama do piekła”

1.  Grzech śmiertelny – pycha, czyli brak pokory

Jeśli uważasz, że jesteś ekspertem od ludzkiego umysłu, wiesz najlepiej jak pomóc każdemu klientowi, znasz rozwiązania wszystkich problemów – to jesteś na straconej pozycji.

 

Nie ma bezbłędnych ekspertów. Nie ma profesjonalistów, którzy potrafią rozwiązać każdy problem. Nie ma cudownych technik na wszystko. Każdy się od czasu do czasu myli.

 

Miarę profesjonalizmu jest to, że masz w sobie gotowość do zauważania własnych błędów, przyznawania się do nich przed samym sobą – i ich korygowania.

 

Jeśli widzisz, że jakaś technika nie idzie, nie rób jej na siłę. Przerwij, zastosuj coś innego. Jeśli forsujesz swoją hipotezę nt. problemu klienta, a on nie reaguje albo zaczyna się irytować – przestań. Ugryź to z innej strony. Jeśli mówisz klientowi, jakie decyzje ma podjąć – zmień branżę.

 

Nasz umysł łatwo przyzwyczaja się do tego, co już zna i nie lubi zmieniać zdania. Gdy przyjmujesz jakieś założenie o kliencie („To tak naprawdę chodzi o ograniczające przekonanie!”, „Najlepszy efekt da metafora.” itp.), będziesz zwracał uwagę głównie na informacje, które to założenie potwierdzają. I pomijał te niezgodne z nim.

 

Dlatego musisz być bardzo uważny na swoje hipotezy i poddawać je w wątpliwość. Nigdy nie wpadaj w pułapkę „ja wiem lepiej, bo jestem specjalistą od pracy z ludźmi”. To jest zgubne.

 

Pokora to fundament.

 

 

2.  Brak odpowiedniego szkolenia

Żeby odpowiedzieć na wynikający z mody popyt, powstało wiele szkół coachingu. Niektóre z nich trwają kilka dni i kończą się uzyskaniem certyfikatu. Podobno są już nawet szkoły korespondencyjne/online. Nie wiem, bałem się sprawdzać.

 

Prawda jest taka, że nie nauczysz się coachingu w parę dni. To nie jest kwestia wykucia się na pamięć modelu GROW i kilku standardowych pytań. Gdy tak „wyszkolony” coach napotka niestandardową sytuację, klienta o utrudnionym dostępie do zasobów, np.

 

Coach: Jaką masz możliwość działania w tej sytuacji?
Klient: Nie wiem.

Coach: A co byś zrobił, gdybyś był u szczytu swoich możliwości?
Klient: No… nie wiem.

Coach: yyy…

 

… i na czole coacha zaczynają pojawiać się krople potu, we wnętrzu budzi się skowyt przerażenia.

 

Klucz to elastyczność – dostosowywanie się do tego, co się dzieje na sesji, do reakcji klienta i tego, co pojawia się w Tobie. Z kilkoma podstawowymi modelami i zestawem pytań masz mały wachlarz możliwości.

 

Żeby skutecznie prowadzić coaching i być elastycznym, warto żebyś miał pewną konceptualizację czym ta metoda w ogóle jest, wiedzę, jakie procesy zachodzą na sesji, doświadczenie (nawet warsztatowe jest bardzo cenne) oraz techniki.

Tego wszystkiego raczej trudno się nauczyć w kilka dni.

Wiem, że dobre szkoły są drogie. Ale niestety – za jakość się płaci.

 

 

3.  Brak superwizji

Dla początkujących jest to absolutny mus. Dla doświadczonych – dobra praktyka, która świadczy o profesjonalizmie.

Superwizja polega na tym, że omawiasz swój proces coachingowy z bardziej doświadczonym coachem. Opowiadasz jak przebiega, jakie masz wątpliwości, na jakie trudności trafiłeś.

 

(Jest też nieco inne rozumienie superwizji, które stosuje Izba Coachingu, również cenne – prowadzenie treningowej sesji coachingu pod okiem superwizora, który udziela informacji zwrotnych dotyczących Twojego warsztatu.)

 

Dobra szkoła powinna oferować superwizje w trakcie szkolenia. A jeśli jeszcze nie zostałeś dobrze wyszkolony, superwizja wskaże Ci właściwy kierunek pracy i uchroni od poważnych błędów.

 

Superwizje są drogie. Ale jeśli chcesz świadczyć usługi o wysokiej jakości, musisz zainwestować. Jeśli Cię nie stać nawet na superwizje grupową, nie masz żadnego znajomego, doświadczonego coacha, to zbierz znajomych siedzących w temacie i zróbcie interwizję. Czyli sami, we własnym gronie, dzielicie się swoimi case’ami, wymieniacie perspektywy i pomysły na rozwiązania.

Nie zastąpi to superwizji, ale lepsze to niż nic.

 

 

4.  Brak znajomości zasad etycznych

Nie ma uniwersalnego kodeksu coacha, ale to nie znaczy, że żadne zasady nie obowiązują i można robić, co dusza zapragnie. Są pewne podstawy.

Jedną z nich jest zasada poufności. Tożsamość klienta i to, co się dzieje na sesji, zostaje na sesji (z Twojej strony – klient może mówić, co mu się żywnie podoba). O poufność trzeba także zadbać podczas superwizji – superwizora również obowiązuje ta zasada, a ponadto dbaj o to, by nie ujawniać żadnych danych personalnych klienta. I oczywiście poinformuj klienta, że się superwizujesz.

Jeszcze inna ważna kwestia, to zawarcie kontraktu, który jasno określa zasady procesu coachingowego. Albo to, iż nie powinieneś nawiązywać bliskiej, osobistej relacji z klientem w trakcie trwania coachingu.

 

Więcej tego typu zasad znajdziesz w Kodeksie Etycznym Izby Coachingu.

 

To wszystko nie są jakieś tam wymysły mędrców wzięte z kosmosu. Zasady są po to, aby nie zrobić klientowi kuku oraz by coaching był jak najskuteczniejszy.

 

 

5.  Brak podstawowej wiedzy psychologicznej

„Nu, nu” – powie Klasyczny Coach – „Wiedza psychologiczna przeszkadza w coachingu. Prowadzi tylko do tego, że doszukujesz się zaburzeń u ludzi.”

 

Bzdury.

W coachingu pracujesz ze zmianą zachowania i sposobów myślenia. Jakie to jest oddziaływanie, jeśli nie psychologiczne? Astronomiczne? Kwantowe (niektórzy tak twierdzą, ale pomińmy ich smutnym milczeniem)?

(Na świecie pojawiają się już inicjatywy traktujące coaching jako subdyscyplinę psychologii i ta tendencja będzie postępowała.)

Wiedza o uczeniu się, procesach motywacyjnych, dynamice emocji, wpływie emocji na procesy poznawcze, błędach poznawczych (co sprawia, że uczymy się pokory wobec siebie – patrz pkt. 1) czy o uwarunkowaniach systemowych – naprawdę się przydaje.

O zaburzeniach też. Nawet bardzo. Bo ta wiedza pozwala Ci rozpoznać, że masz przed sobą klienta, dla którego korzystniejsza będzie psychoterapia. Klienta, z którym nie masz kompetencji, by pracować.

Wielu coachów takiej wiedzy nie ma i biorą się za tematy, za które nigdy nie powinni (często z opłakanymi skutkami).

 

 

6.  Nadmierne skupianie się na emocjach

Klient nie przychodzi na coaching po to, by podnieść sobie stan emocjonalny. Od tego ma kawę, alkohol tudzież kawały Karola Strasburgera. Przychodzi po to, aby osiągnąć cel. Zmienić coś w swoim życiu. Emocje mogą być efektem tej zmiany.

Parę razy ktoś mi mówił, że był na jakimś coachingu i „w sumie nic się nie zmieniło, ale te spotkania były naprawdę miłe.”

Nie o to chodzi, żeby było miło.

Emocje pozytywne łatwo jest wywołać na chwilę – wystarczy prosta wizualizacja i klient wychodzi z sesji zadowolony. Ale po tym wraca do swojej rzeczywistości i wszystko jest tak samo jak wcześniej.

Trudniej jest takie emocje utrzymać. Do tego właśnie potrzebna jest praca nad zachowaniem i myśleniem. Zmiana, która zajdzie w tych obszarach, może wpłynąć na emocje długoterminowo.

Nie koncentruj się na tym, aby klientowi dać fajne emocje tu i teraz. Skup się na realnych zmianach w jego życiu. On Ci kiedyś za to podziękuje.

 

7. Brak sprawdzianu ekologii

Jeśli nawet uda Ci się wywołać zmianę u klienta, a nie zrobisz wcześniej sprawdzianu ekologii, istnieje spora szansa, że zmiana się nie utrzyma. A jeszcze większa na to, iż w ogóle nie nastąpi – mimo że będziesz się dwoił i troił.

Sprawdzian ekologii to generalnie poszerzenie perspektywy klienta odnośnie znaczenia zmiany w jego życiu. Robi się to na wiele różnych sposobów, ale najważniejsze są dwa.

 

Po pierwsze, sprawdzasz, jak osiągnięcie celu przez klienta wpłynie na system, w którym on funkcjonuje. Nie jesteśmy samotnymi wyspami – żyjemy wśród innych i każda zmiana w nas, wpływa też na tych innych. Jeśli nie zadbasz o uwzględnienie tego punktu widzenia, system może „wymusić” na kliencie powrót do stanu poprzedniego. Dlatego warto się zabezpieczyć zawczasu.

Po drugie, warto zbadać tzw. wtórne korzyści – czyli to, co klientowi daje niezmienianie się. Jeśli tego nie sprawdzisz, łatwo możesz trafić na minę, która uniemożliwi Ci skuteczną pracę. Klienci często nie uświadamiają sobie, że cos jednak trzyma ich w stanie obecnym i powstrzymuje przed osiągnięciem stanu pożądanego.

Żeby umożliwić zmianę, trzeba wtórne korzyści odkryć i o nie zadbać.

 


 

 

Jeśli chcesz naprawdę skutecznie pomagać innym, dbać o jakość swojej pracy i wyróżniać się profesjonalizmem – nie popełniaj powyższych grzechów.

Jasne – to wszystko kosztuje. Pieniądze, czas, wysiłek. Czy warto?

To już musisz sobie sam odpowiedzieć: czy chcesz się „bawić w coaching”, czy chcesz pracować jako coach?

 

Podziel się:
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on Google+