JAK WYZNACZAĆ SWOJE CELE?

Coaching | 06-01-2016

Większość ludzi ma problem z realizowaniem postanowień noworocznych, bo nie potrafią ich dobrze określić.
I później jest płacz, zgrzytanie zębów, ogólnie dramat.

 

Można napisać tysiąc książek na temat dlaczego tak się dzieje. Ale zamiast tego chcę Ci pokazać kilka metod – w tym i kolejnych wpisach, które ten stan rzeczy zmienią.

 

Mała adnotacja: te metody musisz wykonać, tj. przećwiczyć. Czyli wylogować się z Bunia i innych Insta/Ćwierkaczy, wyłączyć telefon, przygotować się mentalnie na rozkminianie, wziąć długopis i kartkę oraz zacząć rozważania. Jakkolwiek to bardzo przykre, samo przeczytanie opisu metod ani pomyślenie „jak to by było, gdybym je wykonał” do niczego Cię nie zaprowadzi.

 

Ok, to do dzieła.

 

Podstawą jest to, żeby postanowienie zamienić na cel. Cel z kolei, abyś mógł go osiągnąć, powinien być jak najbardziej konkretny. Dlatego do jego definiowania używa się metody SMART. Przypuszczam, że się z tym skrótem już spotkałeś. Metoda jest mocno popularna – i w rozwoju osobistym, i w zarządzaniu. Ale ten skrót jest różnie rozwijany i opisywany. Poniżej wersja, która mi najbardziej pasuje (nauczyłem się jej u Artura Króla; i ją leciutko zmodyfikowałem).

 

Sequential (sekwencyjny)

Measurable (mierzalny)

Applied to self (dotyczący siebie)

Realistic (realistyczny)

Time-bound (określony czasowo)

 

Wyjaśnienie będzie nie po kolei, ale w porządku logicznym (przynajmniej dla mnie).

 

Realistyczny – czyli taki, który możesz osiągnąć, tj. jest w zasięgu Twoich możliwości. Innymi słowy nie cuduj, że schudniesz 50 kg, zarobisz miliony monet albo zmienisz swoje życie o 180 stopni. Przynajmniej nie od razu. A już szczególnie jak postanowienia słabo Ci szły poprzednim razem, to nie porywaj się na nie wiadomo co.

 

Jest też druga strona medalu – cel nie może być zbyt łatwy. Wtedy nie będzie Cię wystarczająco motywował, a praca nad nim będzie nudna. Twój cel powinien leżeć gdzieś w okolicach granic Twoich możliwości – ani nie ponad nimi, ani nie znacząco pod nimi.

 

Mierzalny – musisz być w stanie go zmierzyć. No bo pomyśl – skąd będziesz wiedział, że go osiągnąłeś? Albo, że zmierzasz we właściwym kierunku? Zadaj sobie pytanie: po czym poznasz, że cel został osiągnięty? Jak to dokładnie zweryfikujesz? Jeśli schudniesz, to jak to zauważysz? Jeśli chcesz się mniej stresować, co i w jakich sytuacjach będziesz odczuwał zamiast stresu?

Warto też cel opisać wskaźnikami obiektywnymi – takimi, które mógłby zauważyć niezależny obserwator, np. zachowaniami (w odróżnieniu od emocji – bo je trudno dokładnie zmierzyć i można się łatwo samooszukać).

Sekwencyjny – skoro wiesz co dokładnie chcesz osiągnąć i jak to zmierzyć, to możesz drogę do celu podzielić na etapy. Każdy etap powinien mieć również wskaźnik, dzięki któremu poznasz, że go ukończyłeś.

 

Podział na etapy służy dwóm celom. Po pierwsze, zakończenie każdego jest przyjemne, bo jakiś fragment celu udało się zrealizować i jesteś bliżej. Dzięki temu podtrzymujesz swoją motywację długoterminową. Po drugie – monitorujesz swój postęp. Jeśli nie udaje Ci się zakończyć jakiegoś etapu, coś nie działa – możesz dość szybko wprowadzić poprawki, naprowadzić się na właściwy kurs . A nie czekać do aż do ostatecznego rezultatu, żeby się dowiedzieć, iż od początku robiłeś coś źle i nie udało Ci się osiągnąć tego, co sobie założyłeś.

 

Dotyczący siebie – jego osiągnięcie musi zależeć całkowicie od Ciebie. Stawianie sobie celów niezależnych od siebie to pułapka, w którą wpada wiele osób. Czy znalezienie nowej, lepiej płatnej pracy to cel zależny od Ciebie? Albo zrobienie dobrego wrażenia na rozmowie kwalifikacyjnej?

 

Nie i nie. Znalezienie pracy zależy od wielu innych czynników (choćby sytuacji makroekonomicznej). Jeśli chcesz zrobić na kimś dobre wrażenie, to swój cel umieszczasz w głowie drugiej osoby. Nieszczególnie mądre. Możesz tej osobie skojarzyć się ze starszym kolegą z podstawówki, który jej kiedyś zabrał cukierka i już nie zrobisz dobrego wrażenia. Albo mogła wstać lewą nogą z łóżka. Albo nie lubi Twojego stylu ubierania się. Cokolwiek.

 

Dlatego dobrze się zastanów, gdy określasz swój cel: co konkretnie jest pod Twoją kontrolą? Co TY możesz zmienić? Na co wpłynąć? Gdy poszukujesz lepszej pracy, jakie działania możesz podjąć, których efekty zależą od Ciebie? Jakie cele zależne od Ciebie możesz sobie postawić na rozmowie kwalifikacyjnej?

 

Określony w czasie – czyli stawiasz sobie konkretne daty, do których poszczególne etapy i cel główny mają zostać zrealizowane. To służy ukonkretnieniu oraz urealnieniu celu i działań do niego prowadzących.

 

 

Jest jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz poza SMARTem. Zawsze to robię jak określam cel z klientami na coachingu. Sprawdzian ekologii. Czyli zbadanie, w jaki sposób cel wpłynie na różne obszary Twojego życia. Jeśli tego nie sprawdzisz, to istnieje spora szansa, że w którymś momencie zaczniesz sabotować osiągnięcie celu. Bo nie zwrócisz uwagi na jakiś ważny kontekst związany z Twoim celem. Jakaś potrzeba może pozostanie niezaspokojona, czegoś będzie brakować. Sprawdź te kilka rzeczy:

 

Co da Ci osiągnięcie tego celu w dalszej perspektywie? Jakie możliwości otworzy? Co jest w nim ważnego?

Bywa, że ludzie sobie obierają jakiś cel, bo ktoś im go zasugerował (rodzice albo znajomi), albo jest moda na coś („teraz wszyscy biegamy” albo „jemy hummus niczym prawdziwi marksiści”). Wtedy tak naprawdę im nie zależy na jego osiągnięciu, ale sobie wyznaczają, „bo tak trzeba”. To zwykle nie działa.

 

 

Jak osiągnięcie tego celu wpłynie na ludzi, którymi się otaczasz? Rodzinę, przyjaciół, współpracowników?

To jest istotne, bo nie żyjesz w próżni. Otaczają Cię ludzie, którzy na Ciebie wpływają i zdarza się, że sabotują Twoje cele (świadomie albo i nie). Jeśli, np. chcesz schudnąć, a Twoja rodzina/znajomi lubią się często spotykać przy sutych posiłkach, zajadać ciastkami itd., to zanim zaplanujesz szczegółową dietę, zastanów się, jak możesz grzecznie, acz stanowczo, odmawiać w takich sytuacjach.

 

 

Co utracisz, gdy osiągniesz cel?

To jest pytanie o koszty celu. Zawsze jakieś są. Choćby czas i energia na niego poświęcone. Ale często jest więcej – i to warto zgłębić. Używając trochę skrajniejszego przykładu – alkoholik, gdyby przestał pić, pozbawiłby się sposobu na zmniejszenie swoich negatywnych emocji. W jego przypadku warto byłoby się zatem zastanowić – jak inaczej zadbać o swoje emocje?

 

Podziel się:
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on Google+