PSYCHOLOG JAKO KAT

Psychologia | 01-03-2016

 1.

Siwe, dość bujne włosy. Starannie przystrzyżona broda. Akcent, który słyszysz, gdy w amerykańskim filmie pojawia się Teksańczyk albo mieszkaniec innego południowego stanu USA. Przeszywający wzrok i bijąca od niego pewność siebie. Zresztą tak o nim piszą: „pewny siebie, amerykański self-made man”.

 

Oto James Mitchell.

 

 

W 1974 wstąpił do sił powietrznych USA. Właśnie tam nauczył się rozbrajać ładunki wybuchowe. Ale to nie był jego jedyny sposób na życie. Zaczął także zgłębiać naturę człowieka, co zaowocowało ukończeniem psychologii. W 1986 zrobił nawet doktorat z tej dziedziny (badał wpływ diety i ćwiczeń na nadciśnienie), cały czas pracując w wojsku.

 

Wtedy jeszcze się nie spodziewał, jak bardzo połączenie kariery wojskowej i psychologicznej mu się przysłuży. I że stanie się sławny na całym świecie.

 

W roku 1966 Siły Powietrzne USA stworzyły coś, co nazywało się SERE. Był to specjalny trening przetrwania, którego skrót rozwija się jako Survival, Evasion, Resistance, Escape. Jednym z jego celów było przygotowanie żołnierzy na wypadek, gdyby wpadli w ręce wroga.

 

Dlatego trening SERE miał dać posmak tortur – żeby amerykański żołnierz wiedział, czego się spodziewać. I nie dał się złamać wrogim siłom. To był tzw. „Poziom C” treningu.

 

 

W latach 80. psychologiem SERE został dr Bruce Jessen (jego doktorat dotyczył relacji emocjonalnych w rodzinach). Zadaniem Jessena było pilnowanie, by trening przesłuchań nie posunął się za daleko. Tam, pod koniec lat 80., poznali się z Jamesem Mitchellem.

 

Byli nazywani „mafią odporności”, bo stali się ekspertami od tego, jak uodpornić się na tortury. Aby ich trening przypominał realne warunki tortur, czerpali z metod używanych przez Chiny, Koreę Północną i Związek Radziecki.

 

 

Po latach, jedna z osób będących w tym czasie w bazie sił powietrznych przypomni sobie, że Jessen sam lubił wchodzić w rolę przesłuchującego. Czasami stawał się tak agresywny, że tracił nad sobą kontrolę i jego koledzy musieli siłą go odciągać od przesłuchiwanego.

 

Obóz treningowy SERE. Po prawej Bruce Jessen.

Obóz treningowy SERE. Po prawej Bruce Jessen.

Parę miesięcy po tym, jak Mitchell przeszedł na emeryturę, nastąpił atak na World Trade Center. Było dla niego oczywiste, że odwet, który szykuje USA, stworzy wiele możliwości. Dlatego zaczął wtedy intensywnie odnawiać swoje kontakty z wojskiem.

 

 

 

W grudniu 2001 roku w domu jednego ze sławnych psychologów amerykańskich – Martina Seligmana – zebrała się grupka naukowców i ludzi związanych ze służbami. Zastanawiali się wspólnie nad islamskim ekstremizmem. Seligman przypomina sobie, że na tym spotkaniu podszedł do niego mężczyzna i powiedział, że podziwia jego odkrycia. Seligman zapamiętał to, bo zdziwiło go aż tak duże uznanie dla jego eksperymentów.

 

Mężczyzna przedstawił się jako James Mitchell.

 

 

 

2.

Martin Seligman rozpoczął pracę w laboratoriach Uniwersytetu Pensylwanii w latach 60. Miał wtedy dwadzieścia parę lat. W tym czasie prowadzono intensywne badania nad warunkowaniem. Przedmiotem badań były psy. Poddawano je elektrycznym wyładowaniom, aby sprawdzić, czy skojarzą te wyładowania z innym bodźcem albo czy będą próbowały ich unikać.

 

Seligman zauważył interesującą rzecz: niektóre psy po iluś eksperymentach nie próbowały uniknąć wyładowań. Po prostu leżały w klatkach i biernie przyjmowały bolesne wyładowania.

 

Martin Seligman

Martin Seligman

 

Postanowił zbadać ten fenomen. Również użył psów, które umieścił w specjalnych uprzężach. Tak jak we wcześniejszych eksperymentach, były rażone prądem. Cześć psów, dzięki ruchowi głowy, mogła wyłączyć wyładowanie elektryczne. Część była pozbawiona tej możliwości – cokolwiek robiły, wyładowanie trwało i musiały wytrwać ból do końca.

 

Następnego dnia eksperyment kontynuowano. Tym razem wszystkie psy były umieszczane w skrzynce przedzielonej barierą na dwie części. Znowu rażono je prądem. Jednak tym razem, wszystkie psy miały wpływ na swój los. Wystarczyło, że przeskoczyły barierę, a prąd przestawał płynąć.

 

Psy, które wcześniej mogły ruchem głowy wyłączać wyładowania, radziły sobie bez problemu. Jednak te z drugiej grupy, były bezradne. Większość z nich nic nie próbowała zrobić, biernie przyjmowały wyładowania. Poddawała się im.

 

Badanie powtórzono jeszcze po tygodniu. To zachowanie się utrzymało.

 

 

 

W ten sposób odkryto zjawisko wyuczonej bezradności. Polegało ono na tym, iż pies uczy się, że cokolwiek zrobi, nie przynosi to żadnego efektu. Z czasem przestaje próbować i poddaje się cierpieniu.

 

W tym i kolejnych eksperymentach, wyuczona bezradność miała niezwykle negatywne dalsze skutki: część zwierząt chorowała, część nawet umierała.

 

 

Seligman zaczął wyniki tych eksperymentów odnosić do ludzi. Stwierdził, że to może być mechanizm, poprzez który rozwija się depresja. Osoby, które ponoszą porażki, mogą zacząć wierzyć, że ich działania nie przynoszą rezultatów. W skutek tego poddają się, a ich negatywny stan się pogłębia.

 

Amerykański psycholog dołączył do tego modelu tzw. style wyjaśniania (określanie przyczyny zdarzeń jako spowodowanej przez osobę/przez okoliczności zewnętrzne, stałej/zmiennej oraz globalnej/specyficznej). Jeśli osoba ma tzw. pesymistyczny styl wyjaśniania (przypisuje sobie winę za negatywne zdarzenia, uważa, że przykre rzeczy będą się jej zdarzały nieustannie i w wielu różnych sytuacjach), to ma większą podatność na depresję.

 

Style wyjaśniania.

Style wyjaśniania.

 

Jednak Martin Seligman nie chciał poprzestać tylko na torturowaniu zwierząt i wyjaśnianiu mechanizmów depresji. Interesowało go przeciwdziałanie. Gdy odwrócił kolejność działań ze swojego eksperymentu z psami, stało się coś ciekawego.

 

 

Psy, które najpierw nauczyły się przeskakiwać barierę w skrzynce, później wytrwale próbowały uniknąć wyładowań elektrycznych. Mimo że były unieruchomione w uprzęży i żaden sposób nie mogły przerwać wyładowania – cały czas poszukiwały rozwiązania.

 

Gdy je ponownie umieszczono w skrzynkach, szybko uczyły się ponownie przeskakiwać przez barierę, żeby uniknąć rażenia prądem.

To oznaczało, że psy nauczyły się, iż warto próbować. Dzięki temu ochroniły się przed wyuczoną bezradnością.

 

Skoro to zadziałało w wypadku psów, to może byłaby możliwość uchronienia ludzi przed wyuczoną bezradnością? Seligman wyszedł z takiego założenia i, używając m.in. stylów wyjaśniania, zaczął formułować programy prewencji przed depresją. Jak się okazało, są one skuteczne.

 

 

3.

Gdy w grudniu 2001 roku James Mitchell podszedł do Martina Seligmana i wyraził podziw wobec jego badań, chodziło właśnie o eksperymenty nad wyuczoną bezradnością. Ale Mitchell nie chciał zapobiegać depresji.

 

Chciał ją wywoływać.

 

Razem z Jessenem stwierdzili, że jeśli wywołają u więźnia podejrzanego o terroryzm wyuczoną bezradność, wtedy łatwiej będzie z niego wydobyć informacje. Zaproponowali więc włączenie tortur (przez CIA ładnie nazwanych „wzmocnionymi technikami przesłuchań”) do przesłuchań.

 

 

Więźniowie mieli być bici, poddawani ekstremalnym temperaturom, ekstremalnemu hałasowi, deprywacji snu, głodzeni i przetrzymywani w niewygodnych pozycjach przez długie godziny. Niektórzy więźniowie mieli fobię na insekty. Zamykano ich zatem w małych skrzynkach z insektami. I oczywiście stosowano waterboarding.

 

Wszystko po to, aby ich zniszczyć psychicznie. Wywołać wyuczoną bezradność. Wtedy przesłuchania miały być efektywniejsze.

 

6234022868_a2dbe9db6f_o

Architektura strachu Z33 Art centre , CC BY-NC-ND 2.0

 

Mitchel i Jessen nie mieli żadnego doświadczenia jako przesłuchujący. Żadnej udokumentowanej wiedzy o Al’Kaidzie, terroryzmie, czy nawet wiedzy o kulturze Bliskiego Wschodu. A jednak CIA przyjęło ich z otwartymi rękami.

 

Stworzyli swoją własną teorię tortur i zaczęli ją wprowadzać w życie.

 

 

 

4.

Suleiman Abdullah uwielbiał tańczyć. Dlatego znajomi w młodości mówili o nim „Travolta”. Suleiman mieszka w Tanzanii i zajmuje się łowieniem ryb w okolicach pięknej wyspy Zanzibar. Uśmiecha się szeroko, ale jego wzrok pozostaje smutny, jakby trochę wystraszony. W pierwszych miesiącach roku 2003 wziął ślub. Jego wybranką została Magida. Przebywał wtedy w Somalii – stamtąd wybierał się na połowy i handel wzdłuż Wybrzeża Swahili.

 

 

Po atakach na World Trade Center USA zaczęło płacić nagrody za złapanie i dostarczenie osób podejrzanych o terroryzm. To był dobry układ dla somalijskich dygnitarzy. Mogli w ten sposób zarobić niezłe pieniądze stosunkowo małym kosztem. Dlatego popularność w Somalii coraz bardziej zdobywali łowcy nagród.

 

Somalia to państwo bezprawia. Nie posiadasz znajomości, nic nie znaczysz. Szczególnie, jeśli jesteś obcokrajowcem. Można Cię zabić, nikt się nie sprzeciwi. Albo jeszcze lepiej: można powiedzieć, że jesteś podejrzany o terroryzm i sprzedać za niezłe pieniądze CIA.

 

 

Suleiman został pojmany przez jednego z dygnitarzy. Niektóre źródła mówią o nim Mr. Tall. Nie miał znajomości w Somalii, nie mógł do nikogo zwrócić się o pomoc. Porwanie zdarzyło się zaledwie dwa tygodnie po jego ślubie.

 

Mr. Tall zawarł deal z CIA i sprzedał Suleimana, o którym niebawem słuch zaginął. Rozpłynął się w systemie tajemnych więzień CIA. Nigdy nie postawiono mu żadnych zarzutów.

 

Przemieszczano go kilkukrotnie. Pierwsze miejsce, do którego go przywieziono, nazwał „Ciemnością”. Było tam skrajnie ciemno, niczego nie widział. Głodzono go. Oprawcy, specjalnie dla niego jako nowożeńca, puszczali „My love” zespołu Westlife. Ciągle. Tak głośno, że niemal pękały mu bębenki. Nie pozwalano mu zasnąć.

 

 

Przesłuchujący powiedzieli mu:

„Wiemy, że jesteś rybakiem. Ale tutaj mamy więcej wody niż jest w całym morzu. Tutaj nigdy nie przestaje padać.”

 

 

Polewali go lodowatą wodą. Następnie bili. Czasami podwieszali na łańcuchach do sufitu tak, że ledwo jego palce od stóp dotykały podłogi. Zamykano go w małych klatkach. Był też gwałcony analnie za pomocą przedmiotów.

 

Trwało to dzień za dniem. Tydzień za tygodniem. Celem było psychologiczne zniszczenie Suleimana. W końcu im się to udało. Po 5 tygodniach określono go jako psychicznie złamanego i niezdolnego do oporu.

 

Suleiman miał dość. Udało mu się zgromadzić środki przeciwbólowe. Pewnego dnia stwierdził, że więcej nie wytrzyma. Zaczął połykać je wszystkie, żeby zakończyć ten koszmar. W tym momencie do środka wpadły straże. Zakuli go, założyli worek na głowę i przenieśli w nowe miejsce. Zniszczono go psychicznie, ale to nie był koniec udręki.

 

 

Po pewnym czasie został przeniesiony do Bagramu. Tutaj został zamknięty w małej klatce. Nad nim znajdowały się nieustannie włączone, bardzo jasne światła. Słońce nigdy nie zaglądało do tego miejsca. Wtedy nie zdawał sobie z tego sprawy, ale czekały go jeszcze lata w tym piekle.

 

7419444484_6446f072e8_k

„Tutaj nigdy nie przestaje padać.” tanakawho , CC BY-NC 2.0

 

Takie metody stosowano wobec wielu innych. Mitchell i Jessen zwykle sami uczestniczyli w przesłuchaniach. Także w Polsce, gdy w czerwcu 2003 roku odwiedzili tajne więzienie CIA.

 

Psychologowie z CIA twierdzili, że żaden profesjonalista nie wyraziłby zgody na te „metody przesłuchań”. Arogancja Mitchella i Jessena często prowadziła do konfliktów z członkami CIA. Niektórzy z nich nie wytrzymywali uczestnictwa w torturach. Niektórych doprowadzały nawet do łez.

 

 

 

5.

O psychologach, którzy mieli być związani z torturowaniem więźniów, usłyszałem jakiś czas temu. Chyba z rok albo dwa, nie pamiętam dokładnie. Ale pamiętam, że już wtedy myślałem, iż będę musiał coś napisać na ten temat.

 

Sprawa przycichła. Ja zająłem się innymi rzeczami. Aż z dwa tygodnie temu, jadąc samochodem, usłyszałem w radiu rozmowę na ten temat. Pomyślałem, że trzeba wreszcie wziąć temat na warsztat. Zastanawiałem się, jakie pytania postawić w związku z tą sprawą i jak ją odnieść do mojej działki.

 

Czy cel uświęca środki – czy można usprawiedliwić krzywdę człowieka, która zaowocuje „większym dobrem” (ochroną innych istnień)? Gdzie jest granica? Czy można w tym znaleźć jakąś analogię do terapii? Np. czy „skrzywdzenie” klienta, poprzez pokazanie mu jakiejś trudnej prawdy, czegoś, czego nie widzi, może zostać usprawiedliwione tym, że później dzięki temu zyska?

 

Ale zacząłem czytać o Mitchellu, Jessenie i ich „wzmocnionych technikach przesłuchań”. I o Suleimanie.

 

Zdecydowałem, że żadnych pytań nie postawię. I nie będę szukał analogii. Wydało mi się to głupie i nie na miejscu. Ta historia wymaga tego, żeby ją po prostu pokazać. I Cię z nią zostawić. Bez pytań, bez rozważań.

 

Nie są one tutaj potrzebne.

 

 

6.

Nie istnieją żadne przesłanki świadczące o tym, że wyuczona bezradność może prowadzić do wyjawienia ukrywanych informacji. Wręcz przeciwnie. Są badania, które pokazują, że tortury prowadzą do składania fałszywych zeznań.

 

Senacka komisji ds. wywiadu badająca sprawę tortur stosowanych przez CIA stwierdziła, że tortury nie doprowadziły do uzyskania cennych informacji wywiadowczych. Tradycyjne metody przesłuchań były wystarczające do ich wydobycia.

 

 

W 2008 Suleiman Abdullah wychodzi z Bagramu z adnotacją, że nie stanowi zagrożenia dla USA. Cierpi na rozdzierające bóle głowy. Często nagle napadają go wspomnienia z tortur – tak wyraźne, że ma wrażenie, iż to dzieje się ponownie (tzw. flashbacki). Bywa, że budzi się w środku nocy z przerażeniem myśląc, że znów jest w Bagramie.

 

Po tym, jak go głodzono, ma problemy z jedzeniem. Trudno mu również nawiązywać relację z innymi ludźmi. Lubi wypływać na połów ryb – wtedy czuje się spokojniejszy, odrywa się od wspomnień. Próbował odnaleźć swoją żonę, Magidę. Nigdy mu się to nie udało.

 

 

 

„Jestem po prostu gościem, którego poproszono, żeby zrobił coś dla swojego kraju.”

… mówi o sobie James Mitchell.

 

Mitchell i Jessen dostali wypłatę od CIA o łącznej wartości ponad 80 milionów dolarów. Mitchell mieszka w willi z basenem na Florydzie.

 

Podziel się:
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on Google+