CZY POZYTYWNE MYŚLENIE POMAGA (W) DEPRESJI?

Pozytywne myślenie | 07-02-2016

Pozytywne myślenie przeszkadza w osiąganiu celów, ale przynajmniej jest przyjemne. Czy to znaczy, że polepszy Twoje samopoczucie? A może chociaż uchroni Cię przed depresją? Najnowsze badania przynoszą odpowiedzi na te pytania.

 

Mało rzeczy w pop-psychologii i pseudorozwoju sprzedaje się tak dobrze jak pozytywne myślenie. Raz, że jest przyjemne (to fakt). Dwa, ma sprawić, że będziesz osiągał sukcesy (to już kłamstwo: pozytywne myślenie utrudnia osiąganie swoich celów).

 

Ach, jak pięknie by było: marzyć o upragnionej przyszłości a ona sama się ziszcza.

Szkoda, że to ściema.

 

No dobra. Może utrudnia osiąganie celów, ale ma za to inne zastosowanie. Na ten przykład: poprawi Ci nastrój, dzięki pozytywnemu myśleniu będziesz miał lepsze samopoczucie, mniej negatywnych myśli i mniejszą szansę na depresję.

 

Jedną z przyczyn czy raczej mechanizmów w depresji jest skupianie się na negatywnych bodźcach: doznaniach, myślach, zdarzeniach. Jeśli byś cierpiał na depresję, to np. Twój szef mógłby Cię pochwalić dziesięć razy, a jeden raz zwrócić uwagę na jakiejś niedociągnięcie. Ty byś skupił się wtedy tylko i wyłącznie na tym niedociągnięciu. Pochwały pozostałyby niezauważone – nie odczułbyś ich znaczenia.

 

Może zatem pozytywne myślenie byłoby tu przydatne? Może mogłoby ochronić przed takim myśleniem?

 

Na to pytanie postanowiła poszukać odpowiedzi Gabriele Oettingen – niestrudzona tropicielka mitów pozytywnego myślenia. W tym celu, wraz ze swoim zespołem, przeprowadziła aż cztery badania, które opublikowano w prestiżowym czasopiśmie naukowym.

 

Badania miały podobny schemat. Najpierw mierzono pozytywne myślenie jako fantazje o różnych sytuacjach (badani sami oceniali ich „pozytywność”). Czyli dawano im kilkanaście fragmentów tekstu, coś w stylu: „Nie dasz rady dokończyć projektu dla klienta na czas. Ale może on pozwoli Ci wydłużyć termin. Wyobraź sobie, że gdy siedzisz w biurze i czekasz na ostateczną decyzję klienta, to wtedy…”

 

I tutaj uczestnik badania dopisuje swoją fantazję. Np., że klient zgodził się na przedłużenie, był zachwycony zakończonym projektem, zapłacił miliony złotych monet i wszyscy żyli długi i szczęśliwie. To właśnie pozytywne myślenie.

 

W jednym z badań sprawdzano pozytywne myślenie inaczej. Badani dostali jakieś straszliwe urządzenie, które piszczało kilka razy w ciągu dnia, o losowych godzinach. Gdy zapiszczało, mieli zapisać, na ile pozytywne lub negatywne były ich myśli i wyobrażenia w danym momencie.

 

Oprócz tego, mierzono poziom symptomów depresji.

A w jednym badaniu jeszcze dodatkowo osiągnięcia akademickie i wysiłek w nie włożony (bo – uwaga: zaskoczenie! – badanymi byli jak zwykle biedni studenci; no, w jednym z badań zaszczyt dołożenia swojej cegiełki do rozwoju wiedzy psychologicznej spadł na dzieci z 4. i 5. klasy). Te osiągnięcia akademickie są ważne, ale o tym za chwilę.

 

To samo mierzono także po pewnym czasie – w zależności od badania: od miesiąca aż do siedmiu miesięcy. Dzięki temu sprawdzono jak pozytywne myślenie wiąże się z depresją i w danej chwili, i po dłuższym okresie.

 

We wszystkich czterech badaniach wyniki wyszły spójne.

 

Im bardziej uczestnicy badania pozytywnie myśleli, tym mniej symptomów depresji odczuwali.

 

<Rhonda Byrne (ta od „Sekretu”) i inni fani pozytywnego myślenia otwierają szampana z triumfującym uśmiechem.>

 

 

Widok byłby trudny do przełknięcia, dlatego uśmiech ten gaszę: w dłuższej perspektywie pozytywne myślenie wiązało się z większą liczbą symptomów depresji.

 

Czyli tak: na krótką metę pozytywne myślenie poprawia Ci nastrój i ogranicza negatywne samopoczucie. Ale później płacisz za to cenę – Twoje samopoczucie znacznie się pogarsza.

 

A po co mierzono osiągnięcia akademickie i wysiłek w nie wkładany? Oettingen założyła, trafnie zresztą, że osiągnięcia odgrywają tu znaczącą rolę. Z grubsza wygląda to tak: myślisz pozytywnie, więc nie chce Ci się podjąć działania („bo przecież i tak wszystko będzie dobrze!”). Nie podejmujesz działania (tutaj: nie uczysz się & nie przygotowujesz prac), więc nie osiągasz celów. Nie osiągasz celów, zaczynasz mieć negatywne myśli o sobie, obniżony nastrój itd.

Logiczne, nie?

 

(Mała uwaga: osiągnięcia nie są jednym jedynym czynnikiem, który odpowiada za związek pozytywne myślenie-depresja; na razie nie wiadomo jakie jeszcze czynniki grają tutaj rolę.)

 

 

Tak po ludzku, podobają mi się te badania. Pokazują ważną rzecz – tkwienie w iluzji na jakiś czas może Ci poprawić samopoczucie. Ale prędzej, czy później zderzysz się z prawdziwym światem. I będzie bolało.

 

Na to niestety nabiera się wielu ludzi, którzy szukają łatwych, przyjemnych rozwiązań swoich bolączek. Chcą pójść do guru, który załatwi sprawę za nich. Przeczytać książkę, która przyjemnie i bez wysiłku zmieni ich życie. To się nie udaje albo się udaje tylko na chwilę.

 

Idą zatem do kolejnego guru, kupują kolejną książkę. A im głębiej brną w bagno, tym cudowniejszych rozwiązań szukają. Gdy już się ockną, to są tak głęboko w bagnie, że muszą ponieść ogromne koszty, by się z niego wygrzebać. A może im się to już nigdy nie uda.

 

life-of-pix-free-stock-photos-belgium-brussels-city-soap-bubble

 

Dlatego mam nadzieję, że Ty nie będziesz tkwił w iluzjach pozytywnych fantazji. Są metody, dzięki którym możesz sobie skutecznie radzić z wyzwaniami i przeszkodami na drodze do swoich celów (np. antidotum na pozytywne myślenie albo intencje implementacji).

 

 

Jeszcze uwaga co do badań: nie wyczerpuje ono oczywiście tematu i nie daje 100% jasnych odpowiedzi (tak nigdy nie ma w nauce). To nie były eksperymenty, tylko badania korelacyjne. Dlatego piszę o związku, a nie o zależności przyczyna-skutek. Nie można, np. wykluczyć, że negatywne fantazje obniżają poziom depresji albo, że odegrały tutaj rolę efekty regresji do średniej.

Nie jest to więc prawda objawiona, choć mimo wszystko dość solidnie udokumentowany związek (biorąc pod uwagę przewidywania teorii i inne badania w temacie).

 

Podziel się:
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on Google+
  • http://zblyskiemwoku.blogspot.com/ Kasia Frużyńska

    Przypomina mi się film „Poradnik Pozytywnego Myślenia” i jak główny bohater rzuca książką Hemingwaya bodajże, bo nie kończy się dobrze:). Ciekawy artykuł, warto mówić o tym, że samo gadanie nie wystarcza! To już kolejne interesujące badania p. Oettingen!