SIŁA WOLI

Determinacja | 15-08-2016

Mark, gdy się budzi i podchodzi do szafy, aby wyjąć ubranie na dzisiaj, nie ma zbyt wielkiego wyboru. Szafę wypełniają szare t-shirty. Nie dlatego, że nie ma gustu albo, że go nie stać na nic bardziej wymyślnego.

 

Mark jest wart około 54 miliardów dolarów, co czyni go piątą najbogatszą osobą na naszym globie. Mimo zaledwie 32 lat. Mark ma na nazwisko Zuckerberg.

 

Podobnie czyni Barack Obama. Nosi tylko szare albo niebieskie garnitury. I nie decyduje, co je na śniadanie – ktoś go w tym wyręcza.

 

W obu przypadkach nie jest to fanaberia. Obaj panowie mają w tym zachowaniu swój konkretny cel.

 

 

Zarówno Zuckerberg, jak i Obama, podejmują codziennie wiele ważnych decyzji. Zuckerberg biznesowych – które wiążą się z olbrzymimi pieniędzmi. Obama – politycznych, które wpływają na kształt USA i świata. Chcą je podejmować jak najlepiej.

 

Dlatego oszczędzają swoją energię, unikając podejmowania decyzji nieistotnych. Takich jak wybór podkoszulka. Wierzą, że każda taka nieistotna decyzja, uszczupla ich zasoby na cały dzień. I przez to będą mniej skuteczni w dokonywaniu kolejnych, ważniejszych wyborów.

 

A to wszystko przez Roya Baumeistera. Ale zanim zabierzemy się za Roya, to jeszcze kilka słów o tym, czym w ogóle siła woli jest.

 

 

Opieranie się pokusom

Siła woli (w fachowej literaturze nazywana samokontrolą), to coś, co pozwala kierować Ci zachowaniem.  Wyobraź sobie taką sytuację: masz pracę do wykonania, jednocześnie znajomi namawiają Cię na wyjście do kina. Możesz oczywiście pójść z nimi – wtedy się rozerwiesz, spędzisz miło czas. Ale możesz także użyć swojej siły woli i zostać przy pracy. Mimo że nie jest przyjemna i wymaga wysiłku. Chociaż jednocześnie wiesz, że to Twój obowiązek, który pewnie zaprocentuje w przyszłości.

 

Wykorzystanie siły woli polega na tym, że opierasz się pokusom – czemuś, co przyniesie Ci natychmiastową przyjemność. Wybierasz za to działanie, które nie jest przyjemne, ale trzeba je wykonać. Za jakiś czas pewnie zostaniesz za to wynagrodzony, ale to mogą być godziny, dni, tygodnie albo i miesiące.

To dotyczy ogromnej liczby rzeczy, które na co dzień robisz. Wyborów, które nieustannie podejmujesz.

 

Czytasz książkę, która poszerzy Twoją wiedzę czy oglądasz śmieszne filmiki na Youtubie?

Pracujesz czy siedzisz na Facebooku albo nonstop zaglądasz na skrzynkę mailową?

Leżysz przed telewizorem czy idziesz na spacer?

Jesz zdrową żywność czy obżerasz się chipsami?

 

Twoja siła woli pozwala Ci oprzeć się przyjemności w trybie instant i wybrać to, co naprawdę ważne – Twoje długoterminowe cele. Budowanie swojej wiedzy i umiejętności, tworzenie kariery, zarabianie, dbanie o zdrowie, kondycję fizyczną i wiele innych. To nie są efekty, które zyskujesz szybko, pstryknięciem palców. One wymagają konsekwencji – długiego, czasami żmudnego działania, wielkiego skupienia, wytrwałego podążania raz obraną drogą.

Siła woli pozwala Ci wstać z kanapy i zrobić coś, co przyniesie korzyść w długiej perspektywie. Np. biegać, niezależnie od nastroju, niezależnie od pogody. Po prostu opierasz się lenistwu i robisz to, co trzeba.

A na tej drodze czeka wiele pokus, które chcą Cię odwieść od tych dalekich celów. Bo przecież nic się nie stanie, jak na chwilę rzucisz okiem na Facebooka. Albo obejrzysz jeden odcinek serialu. A czy ktoś kiedyś umarł od zjedzenia paru ciastek?

Decyzji, czy poddasz się pokusie, czy jednak pozostaniesz przy działaniu na rzecz celu, podejmujesz w ciągu dnia wiele. I wtedy właśnie wchodzi siła woli, cała na biało.

 

Pomyśl, jakie to będzie miało dla Ciebie konsekwencje, jeśli będzie Ci się udawało powstrzymać przed pokusami. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, odkładasz szybkie przyjemności na bok, a zajmujesz się celami długoterminowymi. Olbrzymie, prawda? To jest właśnie znaczenie siły woli.

Więcej: pomyśl o konsekwencjach społecznych. Otyłość, uzależnienia, długi, przestępstwa – to w dużej mierze wynik braku siły woli.

 

Dlatego siła woli to fascynujący fenomen o ogromnym znaczeniu praktycznym. Wiedza o nim jest wykorzystywana przez wielu praktyków – coachów, trenerów, terapeutów. Jest także badana często-gęsto przez naukowców.

 

Jednym z bardziej znanych badaczy siły woli jest Roy Baumeister.

 

Baumeister i wyczerpane ego

Wyobraź sobie, że zostałeś zaproszony na badanie preferencji smakowych różnych produktów. Wchodzisz do laboratorium, w którym pachnie świeżo upieczonymi ciasteczkami z czekoladą… A Ty przez ostatnie parę godzin nic nie jadłeś… Po chwili je zauważasz – leżą na talerzach, wyglądają pysznie, w brzuchu zaczyna Ci burczeć… Obok leżą jakieś warzywa: rzodkiewki czy inne obrzydlistwa. Ale kogo one obchodzą.

 

Po chwili wchodzi eksperymentator i rozdziela was do dwóch grup: jedna będzie oceniała smak ciasteczek, druga – rzodkiewek. I dzieje się najgorzej – trafiasz do grupy z rzodkiewkami… Żaden z uczestników nie może kosztować jedzenia drugiej grupy. Tylko patrzysz tęsknie jak tamci zajadają się ciastkami, wciąż czując ich wspaniały zapach… Dramat jednym słowem.

 

Po zakończeniu tej tortury, badacze proszą o jeszcze jedną rzecz, niezwiązaną z tym ocenianiem smaków. Trzeba rozwiązać zadania – puzzle z figurami geometrycznymi. Jest to trudne, gdy już myślisz, że coś udało się ułożyć, za chwilę kolejne części nie pasują, męczysz się, kątem oka widzisz, że inni też. Nie dość, że kazali Ci jeść jakąś trawę i inne gałęzie, to jeszcze każą rozwiązywać jakieś głupoty… Nie chce Ci się, wołasz badacza i mówisz, że kończysz.

Tak się torturuje uczestników badań psychologicznych.

Tak się torturuje uczestników badań psychologicznych.

Tak wyglądał jeden z pierwszych eksperymentów Baumeistera i jego ludzi. Badacze założyli, że grupa z rzodkiewkami będzie musiała wykorzystać swoją siłę woli, aby oprzeć się czekoladowym ciasteczkom. Następnie obu grupom dane do rozwiązania zadanie z puzzlami.

Które, na nieszczęście dla uczestników, nie było rozwiązywalne. Eksperymentatorzy w tym czasie mierzyli jak długo poszczególnie badani będą siedzieć przy tych puzzlach i ile prób podejmą, zanim powiedzą dość.

 

Celem tego badania było sprawdzenie, czy akt siły woli – oparcie się jednej pokusie – wpływa na kolejne wykorzystania siły woli (wytrwałość w jakimś zadaniu). Czyli, czy osobom, które musiały opierać się ciasteczkom, gorzej pójdzie następnie zadanie niż tym szczęśliwcom, którzy ciasteczka sobie beztrosko jedli.

 

I tak właśnie się stało – osoby z grupy warzyw krócej usiłowały rozwiązać puzzle i podejmowały mniej prób.

 

Oznacza to, że osoby opierające się pokusie, zużyły swoje zasoby siły woli. I tych zasobów nie starczyło na kolejne zadanie – poddawały się szybciej. Jaki z tego wniosek? Taki, że Twoja siła woli jest ograniczona. Jeśli ją wykorzystujesz, to jej ubywa i przy każdym kolejnym użyciu może być Ci trudniej.

 

To znaczy, że im więcej wymagających zadań wykonasz albo napotkasz pokus, którym będziesz musiał się przeciwstawić, z czasem będzie Ci coraz trudniej się z nimi uporać.

 

Tak narodziło się pojęcie wyczerpania ego. Ego, czyli w klasycznym (psychoanalitycznym) rozumieniu – struktury psychicznej, która kieruje różnymi funkcjami umysłu, m.in. właśnie takimi jak opieranie się pokusom, czy rozwiązywanie wymagających zadań.

 

To zjawisko opisuje tzw. siłowy model samokontroli (Strength Model of Self-Control). Siłowy, bo Baumeister porównuje siłę woli (samokontrolę) do mięśnia: mięsień, gdy wykona jakąś pracę, zużywa energię – męczy się i potrzebuje odpoczynku, aby ponownie się napiąć.

 

Siłowy model samokontroli: siła woli jako szybko wyczerpujący się zasób.

Siłowy model samokontroli: siła woli jako szybko wyczerpujący się zasób.

Te badania, które tu opisałem, powtórzono jeszcze wielokrotnie, w różnych wariantach: sprawdzając, jakie różne czynności i sytuacje prowadzą do wyczerpania ego. Dużo tego się zebrało: opieranie się jedzeniu, kontrola emocji, zachowania i myśli, wysiłkowe kierowanie uwagi, podejmowanie decyzji, wykonywanie różnych zadań poznawczych itp. Jednym słowem większość czynności umysłowych, które odczuwasz nawet jako wysiłek. I ten wysiłek wcale nie był wielki, ani długotrwały – zwykle do wyczerpania ego wystarczało od paru do parudziesięciu minut.

 

Teraz chyba rozumiesz Zuckerberga i Obamę.

 

„Naprawdę sam sobie dobierasz garnitury? Bitch, please!”

 

Te badania i wyczerpanie ego stały się najbardziej wpływową i najpopularniejszą koncepcją w psychologii samokontroli, jedną z bardziej znanych w psychologii w ogóle. Powstało wiele artykułów na ten temat, napisano różne książki, zaprojektowano szkolenia i przekazywano tę wiedzę ludziom – by lepiej radzili sobie ze swoimi celami. A Roy Baumeister na zawsze zapisał się w dziejach psychologii.

 

Ale, jak się niedawno okazało, być może niekoniecznie pozytywnie.

 

Bo w ostatnim roku koncepcja Baumeistera zaczęła się chwiać w podstawach.

 

Zmierzch wyczerpania ego?

Pod koniec sierpnia 2015 roku opublikowano metaanalizę badań nad wyczerpaniem ego. Metaanaliza to taka metoda, która zbiera poszczególne, wcześniej przeprowadzone eksperymenty i oblicza na podstawie ich wszystkich na raz wyniki (czyli nie są to wyniki jednego badania, ale, np. kilkunastu, kilkudziesięciu czy kilkuset zebranych razem).

 

Ta metaanaliza, w odróżnieniu od poprzedniej, zastosowała (jak twierdzą autorzy) bardziej zaawansowane metody i, przede wszystkim, sprawdziła tzw. tendencję publikacyjną – czyli efekt szuflady.

 

Efekt szuflady polega na tym, że chętniej publikowane są wyniki badań, które „wychodzą” – czyli pokazują istnienie jakiegoś zjawiska, np. właśnie wyczerpania ego. Jeśli coś nie wyszło – przeprowadzono eksperyment z wyczerpaniem ego, w którym ego wcale nie okazało się wyczerpane – to rzadziej się to publikuje. No bo dobrze jest uzyskać jakiś efekt, prawda? To niestety problem nie tylko psychologii, ale większości nauk.

 

Metaanaliza wskazała, że dowody na istnienie wyczerpania ego są minimalne i oczywiście wykryto tendencję publikacyjną: te badania, które były niezgodne z wizją modelu Baumeistera nie były publikowane.

 

Siłowy model samokontroli zachwiał się w posadach. A najgorsze miało jeszcze nadejść.

 

Żeby rozstrzygnąć kwestię, postanowiono zrobić dużą replikację badań nad wyczerpaniem ego. Replikacja polega na tym, że bierze się już przeprowadzone badanie – i je, krok po kroku, odtwarza. Wtedy z wyższym prawdopodobieństwem można wykluczyć, że zadział się jakiś przypadek, który doprowadził do takiego, a nie innego wyniku.

 

Co więcej, replikacja była zarejestrowana. To bardzo ważne. Naukowcy wcześniej, jeszcze przed eksperymentami, opisali ile badań przeprowadzą, jakich procedur będą używali, jak będą liczyli dane. To zapobiega efektowi szuflady.

 

Jak zarejestrujesz badanie, to nie ma to, tamto: jest zapisane, więc nawet jak nie wyjdzie, to nie można wrzucić do szuflady, zapomnieć i udawać przed światem, że nic takiego nie miało miejsca. Trzeba opublikować.

Szuflada, w której chowane są badania, które nie wyszły. Zwykle, aby nikt nigdy nie mógł się do nich dostać, pilnują ich koty. Isabelle , CC BY-NC-ND 2.0

Replikacja była naprawdę duża – zaangażowano 23 różne laboratoria na całym świecie. W sumie przebadano ponad 2000 osób.

Wyników możesz się już domyślać. Okazało się, że wyczerpanie ego albo nie zachodzi, albo jest minimalne – czyli właściwie bez wartości praktycznej.

Efekt dwudziestu lat badań rozpoczętych przez Baumeistera i dominujący pogląd na siłę woli zaczęły się sypać jak domek z kart.

 

Baumeister szybko, jeszcze przed oficjalną publikacją replikacji, napisał artykuł broniący jego modelu. I wpadł tym samym w naukową niesławę, bredząc głupoty, że replikacje badań to pole popisu dla słabych naukowców, prawdziwy Mistrz Nauki potrafi wykazać Prawdę na próbie złożonej i z 10 osób, a w ogóle to atakują go młodzi, gniewni naukowcy, którzy chcą podważyć dotychczasowy porządek rzeczy.

 

A, i jeszcze, że za Freuda było najlepiej, bo rozbudzał wyobraźnię.

 

Tak oto w niepamięć odchodzi autorytet jednego ze szeroko znanych psychologów-badaczy. Cóż, nauka okrutną jest i potrafi bez litości niszczyć nasze przekonania. Można albo to przyznać, albo iść w zaparte. Baumeister wybrał tę drugą opcję.

 

Wkrótce zaczęły się pojawiać kolejne replikacje, które przynosiły podobne rezultaty. Ukazała się także metaanaliza badań nad glukozą w samokontroli. Postulowano, że glukoza jest paliwem odpowiedzialnym za wyczerpanie ego. Tzn., użycie siły woli zużywa glukozę, więc musimy odnowić jej poziom, by znowu skutecznie się kontrolować. Nic z tego. To także obalono.

 

Czy to wszystko oznacza, że wyczerpanie ego nie istnieje a nasza siła woli jest nieskończona?

Jak to w nauce bywa, niestety nie ma prostych odpowiedzi. Choć ostatni rok, to seria straszliwych ciosów w siłowy model samokontroli, przeprowadzono jednak dużo badań, które ten efekt potwierdzają. Baumeister planuje swoją własną replikację, która ma ostatecznie udowodnić jak jest (aha, już to widzę…).

 

W uproszczeniu powiem tak: ostatecznie siłowy model samokontroli obalony nie został. Jednak bardzo mocno go poturbowano i jego istnienie jest dość wątpliwe. Generalnie pieniędzy na jego istnienie bym nie postawił.

Baumeister pośród tego, co zostało z jego modelu siły woli.

 

Jakie to ma znaczenie praktyczne dla Ciebie?

Przede wszystkim nie musisz mieć w garderobie jedynie szarych t-shirtów.

 

Ale są także inne, ciekawe kwestie, o których musisz wiedzieć.

 

 Jak mocno wierzysz w swoją siłę woli?

Veronica Job, szwajcarska psycholożka, już wcześniej, bo w 2010 roku, zwróciła uwagę na różne słabości siłowego modelu samokontroli. A to, że ten efekt nie zawsze wychodził, a to, że były różne czynniki, które na niego wpływały (np. gdy uczestników się nagradzało za albo zachęcało do zadań).

 

Dzięki temu wpadła na pomysł, że być może chodzi tutaj o coś zupełnie innego niż ograniczona ilość siły woli.

 

A wszystko zaczęło się od Carol Dweck (może o niej słyszałeś, jakiś czas temu ukazała się jej ksiązka na polskim rynku). Dweck zwróciła uwagę na rolę przekonań w naszym życiu. I tę rolę przez wiele lat badała.

Przekonania mówią o tym, w co wierzymy: jak oceniamy siebie, innych, świat, jak działają różne rzeczy. Są to nasze filtry, przez które patrzymy na świat. One sprawiają, że coś jest dla nas prawdą, a coś nie; że coś jest możliwe albo niemożliwe. Wpływają także na to, że pewne rzeczy widzimy, podkreślamy, a inne ignorujemy.

 

Dweck skupiła się na przekonaniach dotyczących naszych zdolności: tego, że są one niezmienne albo możliwe do rozwinięcia, kształtowania. To są fascynujące rzeczy i zasługują na oddzielny post (jak Bozia da siły i czas). W każdym razie to było inspiracją dla Veronici Job, która współpracowała z Dweck.

 

Może się już domyślasz na jaki pomysł wpadła Job, jeśli chodzi o siłę woli.

 

Jeśli pomyślałeś o roli przekonań, to pomyślałeś dobrze. Job postanowiła sprawdzić, czy przekonania mogą zapobiec wyczerpaniu ego. Konkretnie w swoim badaniu oceniała dwa rodzaje podejścia do siły woli:

 

  1. Wiarę w to, że masz ograniczoną siłę woli – z każdym użyciem wyczerpujesz jej zasób,

 

  1. Albo wiarę w to, że takich ograniczeń nie masz, a wręcz że użycie siły woli może aktywować dodatkowe jej zasoby.

 

Ku zaskoczeniu wielu okazało się, że to naprawdę działa. To znaczy osoby wierzące w nieograniczoną siłę woli znacznie rzadziej doświadczały wyczerpania ego. Ich samokontrola pozostawała nienaruszona.

 

Ale w badaniach Job odkryto rzecz jeszcze ciekawszą: ludzie przekonani o swojej sile woli, lepiej sobie radzili w różnych sytuacjach życiowych (takich jak zdrowe jedzenie czy dążenie do swoich celów). Czyli to przekonanie przynosi efekt nie tylko w laboratorium, ale także w życiu codziennym.

 

Tematyka przekonań o sile woli powoli stają się coraz bardziej popularna w nauce (sam prowadzę badania w tym temacie). Ukazują się nowe badania, które potwierdzają to, że osoby wierzące w nielimitowaną siłę woli lepiej sobie radzą. Choć, co ciekawe, wygląda na to, że to prawidłowość zachodzi tylko w wymagających warunkach (gdy mamy czas w pracy/uczelni/szkole, gdzie możemy sobie bimbać – przekonania nie mają tego wpływu).

 

Dobra wiadomość jest taka, że te przekonania można zmienić. W badaniach Job osoby dostawały po prostu kwestionariusze, które nakierowywały je na myślenie o sile woli: albo o ograniczonej, albo o nieograniczonej. I to działało. Samo przeczytanie takich pytań, zastanowienie się nad nimi, przynosiło efekty.

 

To jest kolejny dowód na to, że nie warto wierzyć w model Baumeistera.

 

Nowe spojrzenie na siłę woli

Kwestia przekonań jest ciekawa – i przy tym praktyczna, bo możesz ją wykorzystać dla siebie. Ale jednak nie jest to teoria czy model, który by wyjaśniał fenomen siły woli. Zbyt dużo innych rzeczy wpływa na to, czy uda Ci się zastosować samokontrolę, czy nie.

 

Z pomocą przychodzi Michael Inzlicht.

 

Inzlicht jest lekko siwiejącym człowiekiem o bardzo przyjaznym uśmiechu i sporym dystansie do siebie (ujęło mnie, gdy po replikacjach wyczerpania ego nazywał naukę skurwysynem, który bezlitośnie niszczy przekonania i jego ciężką pracę – też badał ten fenomen). Oprócz tego jest niezłym mózgiem: szefem Laboratorium Społecznej Neuronauki w Toronto i aktualnie jednym z najwybitniejszych badaczy interesującego nas zjawiska. No i właśnie wymyślił siłę woli na nowo.

 

Inzlicht, krytykując starego, dobrego Baumeistera (oprócz tego wszystkiego, co wyżej), wskazuje na parę innych kwestii. Przede wszystkim na samą ideę zasobów (na których ograniczonej ilości miałaby być oparta siła woli).

 

„Zasób” to jest pojęcie dość mętne, trudne do udowodnienia i ogólnie mało wyjaśniające. Jakąś tam podstawą ku temu miała być glukoza, ale jak pisałem wyżej, okazało się to mrzonką. Poza glukozą, nie ma żadnej propozycji czym te zasoby miałyby być.

Druga rzecz – są badania, które pokazują, iż, np. większa motywacja, odniesienie się do swoich wartości czy nawet zapalenie papierosa osłabiają wyczerpanie ego. Dodaj do tego jeszcze przekonania o sile woli. Skoro miałby być jakiś obiektywy, twardy zasób, to tak nie powinno być.

 

To co zamiast zasobów? Coś, co Inzlicht i jego koledzy nazwali modelem zmiany priorytetów.

 

Odnoszą się oni do jednego z najbardziej podstawowych (bo dotyczących nie tylko człowieka, ale też zwierząt) dylematów:

 

Eksploatacja vs eksploracja

 

Wyobraź sobie zwierzę, które poszukuje pokarmu. Gdy znajdzie jego źródło, to oczywiście opłaca się z niego korzystać – eksploatować. Ale z czasem, źródło będzie się kurczyło, więc jego eksploatowanie będzie coraz mniej korzystne. Pojawiać się zatem zacznie chęć eksploracji – znalezienia innego źródła. I to jest ten podstawowy dylemat: w którym momencie przestać eksploatować i zacząć eksplorować. I odwrotnie.

 

Podobnie jest z człowiekiem. Pomiędzy tymi dwoma tendencjami musi zostać zachowana równowaga. Co by było, gdybyśmy my, jako ludzkość, skupili się tylko na jednej tendencji? Albo nie bylibyśmy w stanie stworzyć nic trwałego, bo ciągle poszukiwalibyśmy nowych źródeł pokarmu, bezpieczeństwa, innych zasobów (nawet rolnictwo pewnie by nie powstało). Albo byśmy się zatrzymali w jednym miejscu, nie poszukując nowych miejsc, rozwiązań, co znowu mogłoby skutkować dość szybkim wyginięciem.

Zmiana priorytetów.

Dlatego też to, co dzisiaj wydaje się wielu z nas jak najbardziej korzystne – praca i rozwój, rozwój i praca i tak ciągle – zderza się jednak z mechanizmami, które zostały ukształtowane tysiące lat temu (no i nie oszukujmy się, przesada z pracą czy dążeniem do swoich celów zdrowa nie jest).

 

Gdy zbyt długo pozostajemy przy używaniu naszej siły woli – eksploatacji – nasz umysł zaczyna nas informować, że być może warto by zacząć robić coś innego – eksplorować. Robi to za pomocą uczucia zmęczenia, które według nowszych podejść jest nie tyle brakiem energii (znowu te tajemnicze, niewidoczne „zasoby”), a emocją.

 

Zmęczenie kieruje zatem naszą motywację w innym kierunku. To, co robiliśmy do tej pory, staje się mniej atrakcyjne, a wzrasta atrakcyjność alternatywy – zwykle czegoś, co przyniesie nam szybką nagrodę, będzie łatwiejsze, ciekawsze. Nasza siła woli (ale jest ona wysiłkiem, więc cały czas zmniejsza atrakcyjność tego, co robimy) może nas przytrzymywać przy dalszej eksploatacji, ale do pewnego momentu.

Dlatego eksplorujemy Facebooka, maile albo seriale.

 

Czyli model zmiany priorytetów mówi o tym, że im dłużej zajmujemy się jakąś czynnością (eksploatacja/wysiłek/wykorzystanie siły woli/motywacja zewnętrzna), tym bardziej rośnie wartość alternatywy (eksploracja/odpoczynek/nagroda/motywacja wewnętrzna).

Dlatego priorytety się zmieniają i często trudno nam pozostać przy celach długoterminowych (no bo są one długoterminowe – wymagają długiej eksploatacji).

 

Jakie to wszystko ma znaczenie praktyczne?

 

No to jest generalnie game-changer w rozumieniu siły woli.

 

 

Nie mamy niewielkiej, określonej ilości zasobów, które zasilają siłę woli. Które, cokolwiek byśmy robili, prędzej czy później (wg modelu Baumeistera – znacznie prędzej) się skończą. I obiektywnie siły woli zostaniemy pozbawieni.

 

Mamy za to w umyśle mechanizm, który nam waży nasze priorytety – czy warto pozostać przy używaniu siły woli (eksploatować),czy lepiej teraz odpuścić i zająć się czymś innym, zwykle przyjemniejszym (eksploracja)? I na to możemy na wiele sposobów wpłynąć.

 

Pomyśl sobie, od ilu rzeczy zależy jaką wartość przypisujesz wysiłkowi fizycznemu w porównaniu ze zjedzeniem czekolady? Z jednej strony masz czekoladę, która jest smaczna, przynosi natychmiastową przyjemność, możesz ją mieć pod ręką, a może w dodatku jesteś głodny.

 

Z drugiej strony masz wysiłek, który jest wymagający (=nieprzyjemny), więc trudniejszy do wykonania. A do tego trzeba się przebrać, wyjść na dwór itd. Ale Twoją wartością jest zdrowie albo dobry wygląd. Postawiłeś sobie cel, że będziesz ćwiczył, czujesz zatem zobowiązanie. A poza tym chcesz być osobą, która nie poddaje się pokusom.

 

Te wszystkie elementy uczestniczą w walce o to, co stanie się dla Ciebie priorytetem na daną chwilę – i w związku z tym jaką decyzję podejmiesz, jak się zachowasz. Dobre wieści są takie, że na większość tych elementów jesteś w stanie wpłynąć.

I tutaj otwiera się morze możliwości, metod, podejść, zmian, które mogą wzmocnić naszą siłę woli.

 

Różne czynniki, które potencjalnie mogą wpływać na to, co stanie się priorytetem i wpłynie na nasze zachowanie.

Różne czynniki, które potencjalnie mogą wpływać na to, co stanie się priorytetem i wpłynie na nasze zachowanie.

 

Na koniec, parę głównych wniosków z tego tekstu.

Mark Zuckerberg i Barack Obama nie mają racji – nasza siła woli nie opiera się na maleńkim zbiorniku w tyle głowy, z którego potężnie ubywa, gdy decydujesz jaki t-shirt dziś założyć. Twoje ego raczej się nie wyczerpuje przez takie drobnostki.

 

Znaczenie ma Twoje przekonanie, jakie żywisz na temat siły woli. Jeśli wierzysz, że jest ona ograniczona, szybciej będziesz się poddawał, więcej odkładał na później. Trudniej będzie Ci realizować Twoje cele, szczególnie, gdy masz na głowie dużo obowiązków i zadań.

A przede wszystkim wygląda na to, że kluczowa jest nasza motywacja. Ona potrafi zwiększyć wartość tego wyboru, na którym nam zależy. Wyboru, który cały czas jest na szali i często przegrywa z wyborem rzeczy mniej ważnych, ale przyjemniejszych.

 

Motywacja to w dużej mierze odpowiedź na pytanie: po co? Co stoi za naszą pracą, wysiłkiem – jakie cele? Wartości? Jaka tożsamość? Uświadomienie sobie tych rzeczy może sprawić, że nasza siła woli stanie się naprawdę silna.

 

Podziel się:
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on Google+
  • Krzysiek

    Świetny tekst. Cieszę się, że ponownie zawitałeś. Warto było czekać :)
    Jednak coś wokół tych przekonań się kręci (mam nadzieję, że o tym będzie następny artykuł), jak i o motywacji. To pokazuje jak wiele psychologów tkwiło w przekonaniu, że SW to zbiornik paliwa, gdzie.. rzeczywistość nie do końca tak pokazywała. Również wiele młodych osób, którzy są nakręceni i wierzą, że potrafię osiąga swoje szczyty mimo braku styczności z rozwojem (i związaną z tym fachową wiedzą), a to daje do myślenia.

    • http://janjedrzejczyk.pl/ Jan Jędrzejczyk

      Dzięki :) Jak już piszę rzadko, to chcę chociaż porządnie 😉 Jak zwykle, to wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane niż prosty zbiornik czy nakręcenie… dlatego trudne do ogarnięcia dla wielu, niestety.

  • Damian

    Świetny blog i super artykuł! Kompletnie o 180 stopni zmienił moje moje myślenie nie tylko o sile woli, ale także ogólnie o psychologi i tym jak niektóre stwierdzenia mogą być złudne i nieprawdziwe. Ba, nawet teza Inzlichta może się w przyszłości okazać mocno naciągana…
    Czekam na następny artykuł, mam nadzieję że będzie o wpływaniu na elementy i czynniki jakie pozwalają nam pracować nad priorytetami.
    ps.: w ostatnim akapicie tobie chodzi o „wewnętrzną motywację”? Czy może ogólnie? Nie do końca jestem w stanie połączyć motywację z tym o czym piszesz, mógłbyś rozwinąć?

    • http://janjedrzejczyk.pl/ Jan Jędrzejczyk

      Dzięki, Damian! To prawda, nauka generalnie uczy tolerowania niepewności… co bywa bolesne 😉 Tak, mam na myśli przede wszystkim wewnętrzną motywację – zewnętrzna też może pomóc, ale w perspektywie długoterminowej najlepiej jest kształtować tę wewnętrzną. Ona sprawia, że to, co robimy, sprawia nam przyjemność, więc tym lepiej i dłużej jesteśmy w stanie to robić.